W sklepie, na ulicy, w autobusie...są wszędzie, dosłownie wszędzie, te w autobusie zdają się wiedzieć najwięcej, może to jednostajne kołysanie, a może chwila czasu na refleksje....nie wiem, na pewno jest coś, co sprawia, że one wiedzą!!!! Chodzi mi o te starsze panie...ja wiem, może w ich wieku, tez dojdę do wniosku, że wiem lepiej :P
Miejsce: autobus
Sobie jedziemy we dwójkę z Jagódką, ona sobie siedzi w wózeczku wcina paluszki, ja sobie spokojnie stoję, patrze w lewo i widzę starsza pani siedzi i na nas patrzy.....zaczynam intensywnie myśleć: unikaj kontaktu wzrokowego, unikaj kontaktu.....za późno uśmiechnęła się do nas....po uśmiechu nadchodzi pierwsze pytanie: chłopczyk, czy dziewczynka? (i tak sobie myślę, wiem, że to nie jej sprawa, ale może ona potrzebuje rozmowy, może jest samotna, może po prostu lubi dzieci....odpowiem) Dziewczynka :)..................Śliczna jesteś!! (Gdyby ktoś się zastanawiał, to skierowane to było do Jagódki :)) (w duchu przyznaję jej racje, no śliczna!).........Pani patrzy i nagle zaczyna: A ona się nie zadławi tym paluszkiem? (no tak.....czyli jednak, nie samotna, nie, że potrzebuje rozmowy, ona wie!!!! wie lepiej!) Nie zadławi się!!! ........(nie może tego znieść, oj nie może :P) bo taka malutka...to się może zadławić.....patrzy...czeka na reakcje.....
Uratowało nas to, że właśnie dojechaliśmy do celu :P
Miejsce: autobus (serio w autobusach czas jakby zwalnia, tam się dzieją naprawdę dziwne rzeczy :P)
Siedzimy sobie z Gościem w autobusie, i on właśnie był na etapie kaszlu alergicznego, no i na nasze nieszczęście w autobusie też zakaszlał....czuje ktoś mnie paluchem popycha w ramię (o co chodzi, myślę, co się dzieje?!) odwracam głowę, a tam starsza pani. Patrzy na mnie i mówi: kaszle.....(no ręce opadają.....)....nic nie odpowiadam, bo to nawet nie było pytanie, a ja to wykorzystałam (wydawało mi się wtedy, że sprytna jestem :P). Pani umilkła, by po chwili powiedzieć głośniej: Musi cie mama wziąć do lekarza!!!! (czy wyglądam na taką, co pozwala swojemu dziecku chorować i się tym nie przejmuje? może....) Nie doczekawszy się odpowiedzi też i od mego syna (powiedzmy, że autobusy pozwalają mu pobyć we własnym świecie:P), starsza pani dorzuciła jeszcze: coś mu może być.....(wie...ona wie....wie na pewno lepiej niż ja :P) Skąd ten wniosek, że młode matki (tak ja nadal uważam się za młodą matkę :P) nic nie wiedza, nic nie umieją.....
Uratowało nas to, że Pani wysiadła :P
Miejsce: przychodnia
Czekamy z Gościem, aż wywołani zostaniemy przez lekarza, czekamy...siedzi babcia z wnusią, czekają również...syn mój rozpoczął konwersacje, więc babcia miała okazje trochę wypytać :P ale co tam, niech chłopak ćwiczy :) I nagle słyszę, a babcia mówi do Gościa: a teraz zwiń tak języczek i powiedz rower!!!! (what?!?!?! jaki rower). Dociera do mnie niesamowicie szybko, że ta oto babcia próbuje nauczyć mojego syna jak się wymawia r...(no tak myślę, sobie, przecież ona wie....). Bardzo spokojnie mówię, do babci: Proszę go nie uczyć...(tak zwyczajnie powiedziałam) ....Pani na to: bo do mnie jak przyjechał wnuczek (oczywiście, że wnuczek), półtoraroczny?! i on nie wymawiał r (oczywiście, że nie wymawiał!!!) i ja mu pokazałam 2 razy i go nauczyłam....(oczywiście, że tak, bo przecież ona wie lepiej!)
Od dalszej rozmowy uwolnił nas lekarz :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz