W sklepie, na ulicy, w autobusie...są wszędzie, dosłownie wszędzie, te w autobusie zdają się wiedzieć najwięcej, może to jednostajne kołysanie, a może chwila czasu na refleksje....nie wiem, na pewno jest coś, co sprawia, że one wiedzą!!!! Chodzi mi o te starsze panie...ja wiem, może w ich wieku, tez dojdę do wniosku, że wiem lepiej :P
Miejsce: autobus
Sobie jedziemy we dwójkę z Jagódką, ona sobie siedzi w wózeczku wcina paluszki, ja sobie spokojnie stoję, patrze w lewo i widzę starsza pani siedzi i na nas patrzy.....zaczynam intensywnie myśleć: unikaj kontaktu wzrokowego, unikaj kontaktu.....za późno uśmiechnęła się do nas....po uśmiechu nadchodzi pierwsze pytanie: chłopczyk, czy dziewczynka? (i tak sobie myślę, wiem, że to nie jej sprawa, ale może ona potrzebuje rozmowy, może jest samotna, może po prostu lubi dzieci....odpowiem) Dziewczynka :)..................Śliczna jesteś!! (Gdyby ktoś się zastanawiał, to skierowane to było do Jagódki :)) (w duchu przyznaję jej racje, no śliczna!).........Pani patrzy i nagle zaczyna: A ona się nie zadławi tym paluszkiem? (no tak.....czyli jednak, nie samotna, nie, że potrzebuje rozmowy, ona wie!!!! wie lepiej!) Nie zadławi się!!! ........(nie może tego znieść, oj nie może :P) bo taka malutka...to się może zadławić.....patrzy...czeka na reakcje.....
Uratowało nas to, że właśnie dojechaliśmy do celu :P
Miejsce: autobus (serio w autobusach czas jakby zwalnia, tam się dzieją naprawdę dziwne rzeczy :P)
Siedzimy sobie z Gościem w autobusie, i on właśnie był na etapie kaszlu alergicznego, no i na nasze nieszczęście w autobusie też zakaszlał....czuje ktoś mnie paluchem popycha w ramię (o co chodzi, myślę, co się dzieje?!) odwracam głowę, a tam starsza pani. Patrzy na mnie i mówi: kaszle.....(no ręce opadają.....)....nic nie odpowiadam, bo to nawet nie było pytanie, a ja to wykorzystałam (wydawało mi się wtedy, że sprytna jestem :P). Pani umilkła, by po chwili powiedzieć głośniej: Musi cie mama wziąć do lekarza!!!! (czy wyglądam na taką, co pozwala swojemu dziecku chorować i się tym nie przejmuje? może....) Nie doczekawszy się odpowiedzi też i od mego syna (powiedzmy, że autobusy pozwalają mu pobyć we własnym świecie:P), starsza pani dorzuciła jeszcze: coś mu może być.....(wie...ona wie....wie na pewno lepiej niż ja :P) Skąd ten wniosek, że młode matki (tak ja nadal uważam się za młodą matkę :P) nic nie wiedza, nic nie umieją.....
Uratowało nas to, że Pani wysiadła :P
Miejsce: przychodnia
Czekamy z Gościem, aż wywołani zostaniemy przez lekarza, czekamy...siedzi babcia z wnusią, czekają również...syn mój rozpoczął konwersacje, więc babcia miała okazje trochę wypytać :P ale co tam, niech chłopak ćwiczy :) I nagle słyszę, a babcia mówi do Gościa: a teraz zwiń tak języczek i powiedz rower!!!! (what?!?!?! jaki rower). Dociera do mnie niesamowicie szybko, że ta oto babcia próbuje nauczyć mojego syna jak się wymawia r...(no tak myślę, sobie, przecież ona wie....). Bardzo spokojnie mówię, do babci: Proszę go nie uczyć...(tak zwyczajnie powiedziałam) ....Pani na to: bo do mnie jak przyjechał wnuczek (oczywiście, że wnuczek), półtoraroczny?! i on nie wymawiał r (oczywiście, że nie wymawiał!!!) i ja mu pokazałam 2 razy i go nauczyłam....(oczywiście, że tak, bo przecież ona wie lepiej!)
Od dalszej rozmowy uwolnił nas lekarz :P
Kosmita
wtorek, 25 lutego 2014
czwartek, 20 lutego 2014
słowa
Wiecie jak to jest jak dziecko uczy się mówić? Jak nie wiecie to ja wam powiem: JEST ZABAWNIE :P
Np. Dziecko nie zamiast F wymawia H, a wy mu każecie wymówić Fuj...bo wychodzi...wiadomo co wychodzi i trochę się to wydaje zabawne :P Albo te długie słowa np: Hipopotam, a ono mówi hipopopo :) albo takie słodkie: Nieście, w wolnym tłumaczeniu: Nie chce :)
Tak Jagódka też przechodzi obecnie przez ten etap i też zamiast F wymawia H :P
Ale nie o tym chciałam napisać....chciałam o tym, że Młoda się ostatnio wyszkoliła w używaniu słowa: POMOCY. Mogłoby się to wydawać przydatne, np. w sytuacji, gdy okręciła sobie kabelek od słuchawek wokół szyi i zacisnęła...no i zaczęła wołać: POMOCY SIJA (gdyby ktoś nie zrozumiał to :POMOCY SZYJA !!) Przydało się ? Przydało!
Ale co się dzieje jak się tego słowa nadużywa....no zmienia tatuś Jagódce pampersa, a ona woła: POMOCY! Tak sobie woła raz za razem, no bez przesady.....drze się jakby ją ze skóry odzierali! Sąsiedzi pomyślą, że jej coś robimy!!! (a przecież sąsiedzi wiedzą wszystko lepiej!)
Jedziemy na zakupy, zatrzymujemy się na parkingu, otwieramy drzwi, a Jagódka na to: POMOCY!!!!! (dobrze, że ludzi na parkingu mało, może nikt nie usłyszał :P) Jeszcze ktoś policje wezwie, że się nad dzieckiem znęcamy....
No i w końcu jestem przy końcu :P bo to o tym chciałam napisać. Jedziemy sobie naszą trójcą, ja, Gościu i Młoda, autobusem jedziemy oczywiście.... no i Młoda sobie woła na cały autobus: hej, hej, ahoj!! (tak to jest jak się dziecko bajek o piratach naogląda :)) Ja uśmiechnięta, ludzie się uśmiechają, jaka to ona słodka...jak sobie ładnie woła :) Nachylam się nad nią, a ona krzyczy: POMOCY!!!! (Myślę sobie: serio? nawet tutaj?! zlituj się!). Nie, nie zlitowała się, wołała też w sklepie...pod blokiem tez wołała...Nie powiem było tak zabawnie, że hoho...
Chociaż właściwie mogłaby wołać cały czas FUJ....trudno stwierdzić która opcja byłaby lepsza :P
Np. Dziecko nie zamiast F wymawia H, a wy mu każecie wymówić Fuj...bo wychodzi...wiadomo co wychodzi i trochę się to wydaje zabawne :P Albo te długie słowa np: Hipopotam, a ono mówi hipopopo :) albo takie słodkie: Nieście, w wolnym tłumaczeniu: Nie chce :)
Tak Jagódka też przechodzi obecnie przez ten etap i też zamiast F wymawia H :P
Ale nie o tym chciałam napisać....chciałam o tym, że Młoda się ostatnio wyszkoliła w używaniu słowa: POMOCY. Mogłoby się to wydawać przydatne, np. w sytuacji, gdy okręciła sobie kabelek od słuchawek wokół szyi i zacisnęła...no i zaczęła wołać: POMOCY SIJA (gdyby ktoś nie zrozumiał to :POMOCY SZYJA !!) Przydało się ? Przydało!
Ale co się dzieje jak się tego słowa nadużywa....no zmienia tatuś Jagódce pampersa, a ona woła: POMOCY! Tak sobie woła raz za razem, no bez przesady.....drze się jakby ją ze skóry odzierali! Sąsiedzi pomyślą, że jej coś robimy!!! (a przecież sąsiedzi wiedzą wszystko lepiej!)
Jedziemy na zakupy, zatrzymujemy się na parkingu, otwieramy drzwi, a Jagódka na to: POMOCY!!!!! (dobrze, że ludzi na parkingu mało, może nikt nie usłyszał :P) Jeszcze ktoś policje wezwie, że się nad dzieckiem znęcamy....
No i w końcu jestem przy końcu :P bo to o tym chciałam napisać. Jedziemy sobie naszą trójcą, ja, Gościu i Młoda, autobusem jedziemy oczywiście.... no i Młoda sobie woła na cały autobus: hej, hej, ahoj!! (tak to jest jak się dziecko bajek o piratach naogląda :)) Ja uśmiechnięta, ludzie się uśmiechają, jaka to ona słodka...jak sobie ładnie woła :) Nachylam się nad nią, a ona krzyczy: POMOCY!!!! (Myślę sobie: serio? nawet tutaj?! zlituj się!). Nie, nie zlitowała się, wołała też w sklepie...pod blokiem tez wołała...Nie powiem było tak zabawnie, że hoho...
Chociaż właściwie mogłaby wołać cały czas FUJ....trudno stwierdzić która opcja byłaby lepsza :P
Urodziny
"Kto ma dziś urodziny?" (Pytam moją latorośl starszą :))
"Ty"
"A jak myślisz... ile ja mam lat?" (tak orientacyjnie pytam:)
"100!" (no tak, jak ja byłam dzieckiem to kobieta z dwójką dzieci w moim obecnym wieku też była staruszką...:P)
"Chyba mniej...." (a czuje się czasami jakbym miała te 100, no ale przecież sprostować muszę!)
"109!" (wykrzykuje Gościu, rozumiem, że pojęcie mniej/więcej jakoś słabo u niego istnieje :P)
"Ty masz 7 lat, a ja trochę (trochę!!!!!! :P) więcej" (drażę temat...)
"Sześć...............(już miałam krzyknąć: no Gościu przecież 6 to mniej niż 7, a ja ci mówiłam, że mam więcej!)...........dziesiąt (zakończył mój syn:P )
"Ty"
"A jak myślisz... ile ja mam lat?" (tak orientacyjnie pytam:)
"100!" (no tak, jak ja byłam dzieckiem to kobieta z dwójką dzieci w moim obecnym wieku też była staruszką...:P)
"Chyba mniej...." (a czuje się czasami jakbym miała te 100, no ale przecież sprostować muszę!)
"109!" (wykrzykuje Gościu, rozumiem, że pojęcie mniej/więcej jakoś słabo u niego istnieje :P)
"Ty masz 7 lat, a ja trochę (trochę!!!!!! :P) więcej" (drażę temat...)
"Sześć...............(już miałam krzyknąć: no Gościu przecież 6 to mniej niż 7, a ja ci mówiłam, że mam więcej!)...........dziesiąt (zakończył mój syn:P )
piątek, 31 stycznia 2014
Nie
Jagódko chodź zmienię ci pampersa....Nie!
Jagódko idź pobaw się z Gościem...Nie!
Jagódko oddaj mu ten pociąg!....Nie!
taaaa ona chyba lubi to słowo, powiedziałbym nawet delektuje się nim...
Jagódka stoi przed meblami mówi daj...Co ci dać? To!! :p (no oczywiście, że TO!)
No więc pytam: Dać ci układankę?....Nie!
Dać ci klocki?....Nie!
Dać ci garaż?...Nie!
A może to?...Nie!
A może tamto?....Nie!
wrrrrrrrrrr!!!!!!
A może ona po prostu lubi robić mi na złość?
A może dać ci (i tu wymieniem ostatnią rzecz znajdującą się na półce)?...Nie!....No pomocy to czego ty chcesz kobieto?! Odpuszczam, wychodzę z pokoju (i z siebie!) i co? i FOCH! przychodzi i płacze, łzy jak grochy ogromne, cudne takie :P i patrzy na mnie tymi oczętami, na litość mnie bierze...( myślę sobie kobieto puchu marny!!!!)....wciągam się w te grę i pytam: no to co ci dać? Pokazuje paluchem i mówi: TO! :p
No to w końcu biorę zabawkę, którą mi pokazała i jej daje.....a ona na to: Nie!
Jagódko zejdź z krzesła, bo spadniesz!!!! ......Nie!
Zejdź!!!.....Nie!
No to ją zdjęłam...no to FOCH! (tradycyjnie zachmurzona mina, półobrót plecowy :p taki nie do końca, coby kątem oka obserwować rozwój sytuacji, ewentualnie dużo mówiący siad płaski :P)
No weźcie i dobijcie mnie! Takim zachowaniom mówię stanowcze i ogromne NIE!!! Nieważne czy to bunt, 2-latka, 3-latka czy 50-latka, mówię, nie pozwolę i już!
No to twardo i stanowczo mówię: Nie! Nie wezmę cie na ręce, duża już jesteś.....FOCH...nie, nie dam ci smoczka...FOCH....nie, nie dam ci ciastka....FOCH.....100% kobiety w kobiecie :P
I wtedy, wtedy zdarza się rzecz magiczna, cudna taka rzecz, o której marzę cały dzień...Pan J wraca z pracy :P wraca i jak to mężczyzna przyjmuje te FOCHY na klatę :P (się gość przecież wyszkolił przez te wszystkie lata spędzone ze mną :P). A ja, ja mogę powiedzieć NIE Jagódko, idź do taty, tatuś ci da zabawkę :P
Jagódko idź pobaw się z Gościem...Nie!
Jagódko oddaj mu ten pociąg!....Nie!
taaaa ona chyba lubi to słowo, powiedziałbym nawet delektuje się nim...
Jagódka stoi przed meblami mówi daj...Co ci dać? To!! :p (no oczywiście, że TO!)
No więc pytam: Dać ci układankę?....Nie!
Dać ci klocki?....Nie!
Dać ci garaż?...Nie!
A może to?...Nie!
A może tamto?....Nie!
wrrrrrrrrrr!!!!!!
A może ona po prostu lubi robić mi na złość?
A może dać ci (i tu wymieniem ostatnią rzecz znajdującą się na półce)?...Nie!....No pomocy to czego ty chcesz kobieto?! Odpuszczam, wychodzę z pokoju (i z siebie!) i co? i FOCH! przychodzi i płacze, łzy jak grochy ogromne, cudne takie :P i patrzy na mnie tymi oczętami, na litość mnie bierze...( myślę sobie kobieto puchu marny!!!!)....wciągam się w te grę i pytam: no to co ci dać? Pokazuje paluchem i mówi: TO! :p
No to w końcu biorę zabawkę, którą mi pokazała i jej daje.....a ona na to: Nie!
Jagódko zejdź z krzesła, bo spadniesz!!!! ......Nie!
Zejdź!!!.....Nie!
No to ją zdjęłam...no to FOCH! (tradycyjnie zachmurzona mina, półobrót plecowy :p taki nie do końca, coby kątem oka obserwować rozwój sytuacji, ewentualnie dużo mówiący siad płaski :P)
No weźcie i dobijcie mnie! Takim zachowaniom mówię stanowcze i ogromne NIE!!! Nieważne czy to bunt, 2-latka, 3-latka czy 50-latka, mówię, nie pozwolę i już!
No to twardo i stanowczo mówię: Nie! Nie wezmę cie na ręce, duża już jesteś.....FOCH...nie, nie dam ci smoczka...FOCH....nie, nie dam ci ciastka....FOCH.....100% kobiety w kobiecie :P
I wtedy, wtedy zdarza się rzecz magiczna, cudna taka rzecz, o której marzę cały dzień...Pan J wraca z pracy :P wraca i jak to mężczyzna przyjmuje te FOCHY na klatę :P (się gość przecież wyszkolił przez te wszystkie lata spędzone ze mną :P). A ja, ja mogę powiedzieć NIE Jagódko, idź do taty, tatuś ci da zabawkę :P
czwartek, 2 stycznia 2014
Podsumowanie
No i mamy ten Nowy Rok i tak wszyscy podsumowujemy i sobie postanawiamy, no to ja też, a co!
Zacznę może od tego, że rok nasz stary kochany była bardzo udany (nawet nie czuje kiedy rymuje :)) No bo był udany, nie ma co narzekać, właściwie nic się nie zmieniło, no może poza tym, że dzieci urosły (jak to dzieci), ja się ....się zmieniłam, nie żebym przybrała na wadze, nie no co wy! Kształty zyskałam...takie kobiece ;) Przynajmniej mi cieplej teraz w zimie (podstawa to pozytywne myślenie!)
Czy coś jeszcze? Hmmmm....a tam, trochę się tam chorowało, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni!!! Ja się cholera wzmocniłam w tym roku nie ma co! A dzieci jakie wzmocnione...Gościu to już taki mocny, że już by się przydało, żeby się więcej w tym 2014 nie wzmacniał...
Ogólnie to tak prawie bezproblemowo było w tym starym roku, co Wam będę pisać, jakieś tam zęby wychodziły(ą), szkoła jakaś tam się zaczęła, trochę sobie pojeździliśmy, no fajnie było :)
Przejdę może do tej istotniejszej części, bo wszyscy sobie tam coś postanawiają i tak dziś chodzę i myślę, co by tu sobie postanowić!!! Kurcze ile ja się namyślałam i pustka!!! No bo co? Może bym słodyczy nie jadła...taaa jasne, nawet jak to piszę, to wydaje się to jakimś irracjonalnym pomysłem :P Może bym jakąś dietę zaczęła? Ale jak tak się nad tym głębiej zastanowić, to przecież nie potrzebuję :P Tak mi fajnie....ciepło :P No to może bym przestała się tak wszystkim przejmować....za trudne!
Postanowienie noworoczne musi spełniać 2 podstawowe warunki: po pierwsze musi być możliwe do spełnienia...(moje zamartwianie się nie kwalifikuje), po drugie, nie może być związane z jedzeniem..(nie znam nikogo, komu udałoby się dotrzymać noworocznego postanowienia związanego z jedzeniem, pierwsze co robisz jak sobie coś postanowisz, to zaczynasz jeść pokarmy, których sobie odmawiasz...moje słodycze i dieta się nie kwalifikują...).
Takim to sposobem dochodzimy do tego punktu najważniejszego, czyli co by tu zrobić, żeby się nie narobić???? No może by tak odpuścić te postanowienia, bo i tak nic z tego nie wychodzi... tylko wstyd, bo wszyscy sobie coś tam postanowili, a ja nic...Jak sobie postanowię, że będę częściej coś pisać, to przez kolejny rok, ani jednego posta nie przeczytacie :) odpada oczywiście....
Ach więc kończąc te wywody moje bezużyteczne postanawiam w tym roku nic nie postanawiać!!! Dzień za dniem będę sobie nic nie postanawiać i zobaczymy co ten Nowy Rok nam przyniesie :)
Zacznę może od tego, że rok nasz stary kochany była bardzo udany (nawet nie czuje kiedy rymuje :)) No bo był udany, nie ma co narzekać, właściwie nic się nie zmieniło, no może poza tym, że dzieci urosły (jak to dzieci), ja się ....się zmieniłam, nie żebym przybrała na wadze, nie no co wy! Kształty zyskałam...takie kobiece ;) Przynajmniej mi cieplej teraz w zimie (podstawa to pozytywne myślenie!)
Czy coś jeszcze? Hmmmm....a tam, trochę się tam chorowało, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni!!! Ja się cholera wzmocniłam w tym roku nie ma co! A dzieci jakie wzmocnione...Gościu to już taki mocny, że już by się przydało, żeby się więcej w tym 2014 nie wzmacniał...
Ogólnie to tak prawie bezproblemowo było w tym starym roku, co Wam będę pisać, jakieś tam zęby wychodziły(ą), szkoła jakaś tam się zaczęła, trochę sobie pojeździliśmy, no fajnie było :)
Przejdę może do tej istotniejszej części, bo wszyscy sobie tam coś postanawiają i tak dziś chodzę i myślę, co by tu sobie postanowić!!! Kurcze ile ja się namyślałam i pustka!!! No bo co? Może bym słodyczy nie jadła...taaa jasne, nawet jak to piszę, to wydaje się to jakimś irracjonalnym pomysłem :P Może bym jakąś dietę zaczęła? Ale jak tak się nad tym głębiej zastanowić, to przecież nie potrzebuję :P Tak mi fajnie....ciepło :P No to może bym przestała się tak wszystkim przejmować....za trudne!
Postanowienie noworoczne musi spełniać 2 podstawowe warunki: po pierwsze musi być możliwe do spełnienia...(moje zamartwianie się nie kwalifikuje), po drugie, nie może być związane z jedzeniem..(nie znam nikogo, komu udałoby się dotrzymać noworocznego postanowienia związanego z jedzeniem, pierwsze co robisz jak sobie coś postanowisz, to zaczynasz jeść pokarmy, których sobie odmawiasz...moje słodycze i dieta się nie kwalifikują...).
Takim to sposobem dochodzimy do tego punktu najważniejszego, czyli co by tu zrobić, żeby się nie narobić???? No może by tak odpuścić te postanowienia, bo i tak nic z tego nie wychodzi... tylko wstyd, bo wszyscy sobie coś tam postanowili, a ja nic...Jak sobie postanowię, że będę częściej coś pisać, to przez kolejny rok, ani jednego posta nie przeczytacie :) odpada oczywiście....
Ach więc kończąc te wywody moje bezużyteczne postanawiam w tym roku nic nie postanawiać!!! Dzień za dniem będę sobie nic nie postanawiać i zobaczymy co ten Nowy Rok nam przyniesie :)
niedziela, 15 grudnia 2013
urlop
Wzięli i pojechali, można by rzec, no wzięli i pojechali! Ona - "kura domowa", gotująca obiady, w domu siedząca, nic nierobiąca (no to od czego ona chciała odpocząć?!). On - pracujący, zawodowo się spełniający, rodzinę utrzymujący....( no dobra jemu to się należało :P). Podrzucili dzieci - sztuk 2 do dziadków i ruszyli z uśmiechem na ustach przed siebie. Radości nie było końca, no bo przerwę we wspólnym odpoczywaniu mieli ogromną, mało tego oni wspólnie od lat nie odpoczywali!
Ach jakie były plany, ach jaka radość....w końcu bez dzieci (bo dzieci są kochane, tylko trochę meczące :)).
I oni tak bez tych dzieci, jadą, rozmawiają, banan im z twarzy nie schodzi....ale z każdym przejechanym kilometrem zaczynają się zastanawiać....Jak tam dzieci??? :P czy grzeczne? czy zjadły? czy zasnęły?
No i dojechali na miejsce wypoczynku i wypoczywać zaczęli :) I wtedy ona wpadła na pomysł....a może by już zadzwonić? Zapytać, czy te dzieci grzeczne były/zjadły/zasnęły? Po co? No jak to po co? Po to, żeby wiedzieć!!! No i ona zadzwoniła....grzeczne/zjadły/zasnęły!!!!
No i dalej ten urlop mieli i odpoczywali i wszystko było fajnie, ale przyszła noc i jakoś tak cicho się zrobiło, no bo bez tych dzieci (sztuk 2) to jakoś tak wygodnie, nikt nie przychodzi do ciebie w nocy, nikt nie wchodzi ci na głowę jak śpisz... no jak tu zasnąć w takich warunkach idealnych?! No jak pytam?! Udało się, wzięli i zasnęli....tak sobie spali i spali....i się obudzili, żeby Dziecko nr. 1 do szkoły wysłać :P No nie dało się pospać dłużej, wewnętrzny zegar wziął i tak zaczął dzwonić, że wstali i poszli .....urlopować się poszli oczywiście :)
Ach dzień drugi tego urlopowania, no boski dzień, relaks, relaks i jeszcze raz relaks...przerywany telefonami do dziadków: Czy podali lekarstwo? Czy zjadła obiadek? Czy był grzeczny? Czy tęskni? Czy płacze?......
Podali/zjadła/tak/nie/nie....
I tak sobie powtarzali jak to bosko tak bez dzieci wziąć i pojechać, tak odpocząć (bo bosko było :)) Ale dnia drugiego stała się rzecz dziwna, niespotykanie rzadki wirus (na urlopie prawie niespotykany :P) tę co to odpocząć chciała zaatakował....tęsknić zaczęła :) za tym narzekaniem, za tym wchodzeniem na głowę, za tym uśmiechem, za hałasem, bałaganem, za nieustannym krzykiem i śmiechem....
Dzień trzeci (ostatni:P) był taką jakby mieszanką żalu, że trochę za mało odpoczęli i tej radości, że "w końcu" wrócą do dzieci, bo przecież tak się stęsknili....
A na koniec sobie obiecali, że za rok też tak sobie pojadą i będą się urlopować i tęsknić i odpoczywać i dzwonić.....THE END
Ach jakie były plany, ach jaka radość....w końcu bez dzieci (bo dzieci są kochane, tylko trochę meczące :)).
I oni tak bez tych dzieci, jadą, rozmawiają, banan im z twarzy nie schodzi....ale z każdym przejechanym kilometrem zaczynają się zastanawiać....Jak tam dzieci??? :P czy grzeczne? czy zjadły? czy zasnęły?
No i dojechali na miejsce wypoczynku i wypoczywać zaczęli :) I wtedy ona wpadła na pomysł....a może by już zadzwonić? Zapytać, czy te dzieci grzeczne były/zjadły/zasnęły? Po co? No jak to po co? Po to, żeby wiedzieć!!! No i ona zadzwoniła....grzeczne/zjadły/zasnęły!!!!
No i dalej ten urlop mieli i odpoczywali i wszystko było fajnie, ale przyszła noc i jakoś tak cicho się zrobiło, no bo bez tych dzieci (sztuk 2) to jakoś tak wygodnie, nikt nie przychodzi do ciebie w nocy, nikt nie wchodzi ci na głowę jak śpisz... no jak tu zasnąć w takich warunkach idealnych?! No jak pytam?! Udało się, wzięli i zasnęli....tak sobie spali i spali....i się obudzili, żeby Dziecko nr. 1 do szkoły wysłać :P No nie dało się pospać dłużej, wewnętrzny zegar wziął i tak zaczął dzwonić, że wstali i poszli .....urlopować się poszli oczywiście :)
Ach dzień drugi tego urlopowania, no boski dzień, relaks, relaks i jeszcze raz relaks...przerywany telefonami do dziadków: Czy podali lekarstwo? Czy zjadła obiadek? Czy był grzeczny? Czy tęskni? Czy płacze?......
Podali/zjadła/tak/nie/nie....
I tak sobie powtarzali jak to bosko tak bez dzieci wziąć i pojechać, tak odpocząć (bo bosko było :)) Ale dnia drugiego stała się rzecz dziwna, niespotykanie rzadki wirus (na urlopie prawie niespotykany :P) tę co to odpocząć chciała zaatakował....tęsknić zaczęła :) za tym narzekaniem, za tym wchodzeniem na głowę, za tym uśmiechem, za hałasem, bałaganem, za nieustannym krzykiem i śmiechem....
Dzień trzeci (ostatni:P) był taką jakby mieszanką żalu, że trochę za mało odpoczęli i tej radości, że "w końcu" wrócą do dzieci, bo przecież tak się stęsknili....
A na koniec sobie obiecali, że za rok też tak sobie pojadą i będą się urlopować i tęsknić i odpoczywać i dzwonić.....THE END
piątek, 29 listopada 2013
No i stało się!
Zarzekałam się, że nigdy, że to niemożliwe!
Byłam pewna w 100%, że nigdy się tak nie stanie, przecież nie ma na to szans, przecież ja tego nie powiem, no bo przecież....
Później tylko narzekałam, że więcej, że ciągle chce więcej....a tu proszę tak niespodziewanie, tak całkiem nieoczekiwanie dziś się stało...padły te słowa, te moje, takie ode mnie, że niby co to paść nigdy nie miały...Wzięłam i rzekłam: " Gościu przestań wreszcie gadać!!!" (normalnie tak powiedziałam, że ja to powiedziałam?!?)
No wzięłam i powiedziałam, na co Pan J odrzekł z uśmiechem: "a myślałaś, że nigdy tak do niego nie powiesz"....
Tak myślałam, tak się zarzekałam, że on nigdy nie będzie mówił na tyle, żebym to powiedziała, tak na to czekałam.... widać marzenia się spełniają, trzeba tylko być cierpliwym :)
Byłam pewna w 100%, że nigdy się tak nie stanie, przecież nie ma na to szans, przecież ja tego nie powiem, no bo przecież....
Później tylko narzekałam, że więcej, że ciągle chce więcej....a tu proszę tak niespodziewanie, tak całkiem nieoczekiwanie dziś się stało...padły te słowa, te moje, takie ode mnie, że niby co to paść nigdy nie miały...Wzięłam i rzekłam: " Gościu przestań wreszcie gadać!!!" (normalnie tak powiedziałam, że ja to powiedziałam?!?)
No wzięłam i powiedziałam, na co Pan J odrzekł z uśmiechem: "a myślałaś, że nigdy tak do niego nie powiesz"....
Tak myślałam, tak się zarzekałam, że on nigdy nie będzie mówił na tyle, żebym to powiedziała, tak na to czekałam.... widać marzenia się spełniają, trzeba tylko być cierpliwym :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)