niedziela, 15 grudnia 2013

urlop

Wzięli i pojechali, można by rzec, no wzięli i pojechali! Ona - "kura domowa", gotująca obiady, w domu siedząca, nic nierobiąca (no to od czego ona chciała odpocząć?!). On - pracujący, zawodowo się spełniający, rodzinę utrzymujący....( no dobra jemu to się należało :P). Podrzucili dzieci - sztuk 2 do dziadków i ruszyli z uśmiechem na ustach przed siebie. Radości nie było końca, no bo przerwę we wspólnym odpoczywaniu mieli ogromną, mało tego oni wspólnie od lat nie odpoczywali!

Ach jakie były plany, ach jaka radość....w końcu bez dzieci (bo dzieci są kochane, tylko trochę meczące :)).
I oni tak bez tych dzieci, jadą, rozmawiają, banan im z twarzy nie schodzi....ale z każdym przejechanym kilometrem zaczynają się zastanawiać....Jak tam dzieci??? :P czy grzeczne? czy zjadły? czy zasnęły?

No i dojechali na miejsce wypoczynku i wypoczywać zaczęli :) I wtedy ona wpadła na pomysł....a może by już zadzwonić? Zapytać, czy te dzieci grzeczne były/zjadły/zasnęły? Po co? No jak to po co? Po to, żeby wiedzieć!!! No i ona zadzwoniła....grzeczne/zjadły/zasnęły!!!!

No i dalej ten urlop mieli i odpoczywali i wszystko było fajnie, ale przyszła noc i jakoś tak cicho się zrobiło, no bo bez tych dzieci (sztuk 2) to jakoś tak wygodnie, nikt nie przychodzi do ciebie w nocy, nikt nie wchodzi ci na głowę jak śpisz... no jak tu zasnąć w takich warunkach idealnych?! No jak pytam?! Udało się, wzięli i zasnęli....tak sobie spali i spali....i się obudzili, żeby Dziecko nr. 1 do szkoły wysłać :P No nie dało się pospać dłużej, wewnętrzny zegar wziął i tak zaczął dzwonić, że wstali i poszli .....urlopować się poszli oczywiście :)

Ach dzień drugi tego urlopowania, no boski dzień, relaks, relaks i jeszcze raz relaks...przerywany telefonami do dziadków: Czy podali lekarstwo? Czy zjadła obiadek? Czy był grzeczny? Czy tęskni? Czy płacze?......
Podali/zjadła/tak/nie/nie....

I tak sobie powtarzali jak to bosko tak bez dzieci wziąć i pojechać, tak odpocząć (bo bosko było :)) Ale dnia drugiego stała się rzecz dziwna, niespotykanie rzadki wirus (na urlopie prawie niespotykany :P) tę co to odpocząć chciała zaatakował....tęsknić zaczęła :) za tym narzekaniem, za tym wchodzeniem na głowę, za tym uśmiechem, za hałasem, bałaganem, za nieustannym krzykiem i śmiechem....

Dzień trzeci (ostatni:P) był taką jakby mieszanką żalu, że trochę za mało odpoczęli i tej radości, że "w końcu" wrócą do dzieci, bo przecież tak się stęsknili....

A na koniec sobie obiecali, że za rok też tak sobie pojadą i będą się urlopować i tęsknić i odpoczywać i dzwonić.....THE END


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz