środa, 14 sierpnia 2013

Uczucia

Dzisiaj będzie o mnie, tylko o mnie i o uczuciach.

Na początku był niepokój, czułam, że coś jest nie tak, że powinno to inaczej wyglądać....Gościu nie robił tak wielu rzeczy, a powinien je robić, powinien umieć!

Ten niepokój przeszedł w niedowierzanie (a może nawet wypieranie..) w momencie gdy padło hasło "cechy autyzmu", ale o dziwo nawet wtedy byłam spokojna, bo przecież to nie mogła być prawda, wiec czym tu się przejmować...

I pamiętam ten dzień, gdy wyszliśmy od psychiatry z małym kawałkiem papieru, na którym malutkimi literkami pisało: skierowanie do poradni autyzmu...i to był ten moment, ten w którym pękłam, a łzy polały się strumieniami... ale to nie był koniec, bo w mojej głowie znowu zaświeciła wielka żarówa z napisem: hej spokojnie, a może jednak nie!!!!!!

A potem było czekanie, bo sam proces diagnozowania troszkę trwał, a ja miałam nadzieje, że nie, wypierałam ten fakt i liczyłam na cud....bo z każdą przeczytaną książką, z każdym kolejnym faktem dochodziłam do wniosku, że jednak, że nikt mnie nie wkręca, że oni mają rację, że oni piszą o moim dziecku i kiedy to sobie uświadomiłam, to byłam przerażona, tak zwyczajnie przerażona, tak bardzo, że brakowało mi powietrza....myślałam, ze po prostu przestanę oddychać, tak jakby to było czymś naturalnym...

Ten dzień pamiętam dokładnie, chociaż nie wiem co wtedy robiłam, wiem co czułam, a uczucia mnie przytłoczyły, usiadły na piersi i cisnęły mocno, próbując wgnieść mnie w ziemię! Ten dzień przyniósł diagnozę: Autyzm...a ja byłam zrozpaczona, płakałam cały wieczór, a później gdy mój mały słodki Gościu zasnął, to płakałam dalej.
Płakałam, bo nie wiedziałam co to znaczy dla nas, bo się bałam, bo byłam przerażona, bo czułam żal, do siebie, do świata do Boga, nie wiem do kogo, to było nieistotne....istotne było jedno: świadomość, że nigdy już nic nie będzie takie samo, że nasz świat się zmienił...a my nie mamy pojęcia jak teraz będzie wyglądał.

A potem poczułam ulgę...wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale tak było, poczułam ulgę, że już wiem, że mogę zacząć działać, że mogę szukać pomocy. W końcu dowiedziałam się dlaczego Gościu zachowuje się tak a nie inaczej i czułam ulgę, że to nie moja wina, że to nie ja jestem złą matką, która nie potrafi się zająć własnym dzieckiem. Poczułam ulgę, że wiem!

Przez wszystkie te dni, które prowadziły mnie właśnie do tego dzisiejszego, moje uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie, był żal,  i pytanie "Dlaczego my?", była bezsilność, był ogromny smutek....ale później powolutku nauczyłam się cieszyć, cieszyć tymi krótkimi chwilami, momentami, kiedy wszystko szło dobrze, nauczyłam się cieszyć tym co mam, bo jak się okazuje mam tak wiele! Wystarczy tylko, że przystanę na chwilę i popatrzę na Gościa i Jagódkę i czuję radość, ogromną radość!

W dniu diagnozy nasz świat się zmienił i nie będę kłamać, że zawsze jest cudownie i kolorowo :P Ale te wszystkie uczucia, ta niezliczona ilość łez, te momenty, gdy czułam, że już więcej nie dam rady, że to wszystko to za dużo, że nie ja! Nie ja powinnam przez to przechodzić! Te wszystkie momenty doprowadziły mnie to tego jednego jedynego, właśnie tu i teraz, do momentu kiedy uśmiecham się do mojego syna, a on odpowiada mi uśmiechem i dla tego uśmiechu jestem gotowa na wszystko :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz