poniedziałek, 13 maja 2013

Czekając na...

No właśnie na co czekam? Chcę, żeby Jagódka była zdrowa...nie miała autyzmu, a skoro tak to nie ma na co czekać, bo teoretycznie jest zdrowa! Teoretycznie, bo przecież nie wiem, czy to co zauważam teraz, to moje przewrażliwienie, czy może już objawy?

W takim razie na co czekam? Czekam na to, aż pojawią się objawy? Czy czekam na to, że się nigdy nie pojawią? A może już się pojawiają, może nie jestem przewrażliwioną matką, która szuka u swego dziecka choroby...Bo niby wiem, o co chodzi, wiem jak to wyglada, wiem dużo, wiem więcej niż chciałabym wiedzieć!
A tak naprawdę nie wiem nic! Zaczynam od nowa, sprawdzam reakcje, kontroluję, próbuję i ciągle obserwuję...i dalej nie wiem i dalej czekam...

Kiedy pojawiła się Jagódka miałam świadomość, ze historia może się powtórzyć, że może ON, ten autyzm tak nas polubił, że będzie chciał znowu nas odwiedzić i zostać na zawsze, bo może u nas mu fajnie....ale ta myśl była spychana głęboko, odpychana z całych sił!

Ale teraz gdy Jagódka ma już prawie rok myśli powróciły z siłą wielokrotnie większą, wróciły i nie chcą dać spokoju, wwiercają się tak głęboko, że nie sposób ich usunąć...Głębiej i głębiej...

No i czekam i cieszę się z każdego jej uśmiechu i każdej nowej umiejętności, a gdzieś tam głęboko siedzi we mnie myśl, ciesz się tym co masz! Bo może za kilka dni przestanie się uśmiechać, może za kilka miesięcy już nie popatrzy ci w oczy...i cieszę się, bo się uśmiecha i cieszę się, bo odwraca głowę, gdy ją zawołam i cieszę się, bo Jagódka jest z nami, a nie obok :)

Na co czekam?
Czekam na to, aby te moje najgorsze myśli, te głęboko zakorzenione obawy nigdy się nie potwierdziły!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz