Pan J, moja druga połowa jabłka :P o nim jeszcze nie było, jakoś tak pominęłam, niechcący....tak jakoś wyszło....
Pan J to jest gość pracujący (ktoś musi zarabiać, bo przecież ja w domu siedzę i nic nie robię!), nie jest jednak typem "ja pracuję i zarabiam ty zajmujesz się dziećmi", ten facet uwierzcie mi! Ten facet naprawdę, ale naprawdę pomaga, zajmuje się dziećmi, dzieli się obowiązkami itp. Dziwne nie? No właśnie i tak sobie pomyślałam, że ja go trochę nie rozumiem..
Bo tak naprawdę jak zrozumieć, że facet wraca z pracy i słyszy, a Gościu zrobił to i tamto..., A Jagódka to dziś tak dała czadu, że padam na twarz...a ja jestem taka biedna, zmęczona, nie mam dla siebie czasu....a on mówi, że rozumie!!!! Że może bym sobie gdzieś wyszła, może na spacer, odpoczęła!!!! Ale jak to? Tak po prostu sam mi proponuje? Nie muszę krzyczeć i płakać? Nie muszę się kłócić? Tak zwyczajnie? O mój Boże gdzie ja taką drugą połowę znalazłam?
Poza tym pan J to optymistyczny optymista (jakby ktoś miał wątpliwości to takie osoby istnieją!!!)
Przykład:
Kupujemy samochód, bardzo się panu J ten samochód podoba, samochód marzenie (oczywiście uwzględniając nasz obecny stan majątkowy :P), tak więc samochód marzenie i my ten samochód kupujemy, ale pan J już wie, że za 3 lata będziemy mieć lepszy, droższy, fajniejszy, taki bardziej wymarzony. I co w tym dziwnego, że tak jest? Otóż pan J nie marzy o tym, że tak będzie, nie przypuszcza, że tak będzie, nie, że chciałby, żeby tak było on to wie!!! On wie, że tak będzie!!! Skąd on to wie? Otóż według pana J za te 3 lata nasz stan majątkowy się poprawi, bo tak! Bo dlaczego miałby się nie poprawić, na pewno się poprawi!!! On to wie....optymistyczny optymista.
No tak mój rozum tego nie pojmuje, ja to widzę trochę inaczej. Na pewno kredyty nas zjedzą, będzie jakiś krach, albo stanie się coś strasznego! Nie dość, że nie będziemy mogli sobie kupić tego bardziej wymarzonego samochodu, to jeszcze będziemy zmuszeni sprzedać nasze mieszkanie, nie będzie nas stać na wynajmowanie innego i przeniesiemy się do rodziców (o zgrozo!)....no czarno to widzę....
No i znowu się zastanawiam, znowu sobie myślę, że go trochę nie rozumiem, bo jak on to wytrzymuje, że ja tak ciągle widzę wszystko w czarnych kolorach, no jak?
Przykład:
Pan J wraca z pracy i słyszy: Gościu będzie chory i to moja wina, bo mu pozwoliłam poszaleć, bo zmarzł mocno, a padał deszcz, a on bez czapki.....będzie chory na 100% i zarazi Jagódkę i znowu obydwoje będą chorować!
No i co słyszę? Nie martw się na pewno nie będzie chory i na pewno jej nie zarazi, bo wcale nie było tak zimno i się nie przejmuj na zapas....
Ale ja niestrudzenie buduję mój czarny scenariusz: I znowu dostanie antybiotyk i nie pójdzie do przedszkola.....(Jak on to wytrzymuje? Jak czytam to co piszę, to aż mi go żal, że musi mnie słuchać!)
Na co pan J niestrudzenie odpowiada: Na pewno będzie dobrze, a nawet jak będzie chory i nawet jak Jagódkę zarazi to i tak damy radę! Wszystko jest ok! :)
Ten mój pan J, niesamowity człowiek, pełen optymizmu, pełen ciekawych pomysłów, pełen zapału, pełen cierpliwości (zwłaszcza do mnie).......Chyba ta moja druga połowa tak jakoś dobrze dopasowana, bo wyobraźcie sobie co by było gdyby był takim pesymistycznym pesymistą (tacy niestety też istnieją) jak ja...
Ps. Żeby nie było, że taki z niego ideał to potrafi ostro postawić na swoim :P Ale jak wiadomo dobry związek nie może istnieć bez porządnych kłótni :) Tak wiec raz na jakiś czas i my oczyszczamy atmosferę w tym naszym dobrze dopasowanym związku :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz