"Ma Pani szczęście...." usłyszałam.... i zawrzało, zagotowało się we mnie! Szczęście? Tak szczęście, bo przecież mogłoby być gorzej, bo niektóre dzieci pewnej granicy nie przejdą, bo bardziej zaburzone, bo ja znam itd....
No właśnie ja też znam, znam dzieci z autyzmem zarówno te bardziej zaburzone jak i te, które naprawdę wysoko funkcjonują, znam dzieci z porażeniem mózgowym, jeszcze z zespołem Downa, jest też mnóstwo dzieci, chorych dzieci, chorych na przeróżne choroby, genetyczne, metaboliczne, neurologiczne, dzieci których nie znam...czy ich mamy też mają szczęście i do kogo mają się porównywać? Może któraś z nich ma szczęście jeśli popatrzy na mojego syna, porówna się do nas, a może będzie na odwrót?
No bo gdyby stworzyć taką piramidę szczęścia, to na którym jej stopniu bym się znalazła? Powiedzmy, że usadowię się tak pośrodku, to czy ta pani , która twierdzi, że mam szczęście, będąc w mojej (naszej) sytuacji zasiadłaby na samym szczycie?
Jest jeszcze "szczęście w nieszczęściu", tak to słyszałam już setki razy, to takie "szczęście w nieszczęściu" i może jestem niesprawiedliwa, bo osoby, które to mówią pewnie starają się mnie pocieszyć, że ten nasz Gościu jest całkiem fajny (w tym całym autyzmie), ale i to gdzieś tam w środku wywołuje burzę....bo czy istnieje coś takiego jak "szczęście w nieszczęściu"?
A może to ja? Może to tylko we mnie rozmowa o szczęściu odnośnie zaburzenia/choroby wywołuje burzę? Może inne mamy niepełnosprawnych dzieci postrzegają to inaczej? Może to ja jestem niesprawiedliwa, bo przecież sama czasami porównuję Gościa do zdrowych dzieci, porównuję i zazdroszczę! Tak, zazdroszczę! I wtedy mówię: "nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że masz zdrowe dziecko!"
Więc czego się czepiam?
Jestem zadowolona ze swego życia, jestem szczęśliwą żoną i matką:) Uważam, że to, że mamy siebie jest prawdziwym szczęściem, ale autyzm naszego Gościa (nasz autyzm) niezależnie od tego w jakiej postaci/formie/stopniu zaburzenia występuje, nigdy nie będzie dla mnie szczęściem/szczęściem w nieszczęściu!
Skupiłam się na sobie i na swoich odczuciach, a co z Gościem, czy on jest szczęśliwy? Czasami wydaje mi się, że tak! Czy kiedyś będzie szczęśliwy? Czy będzie w stanie pomimo swoich problemów i strachów funkcjonować i cieszyć się życiem? Czy kiedyś zrozumie czym jest szczęście?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz