czwartek, 19 września 2013

Podróżując z.....

Nie, nie będzie to żaden filozoficzny wywód na żaden skomplikowany i ważny temat...Będzie o środkach komunikacji miejskiej. Tak wiem temat tak prozaiczny, że nie wiadomo, czy w ogóle powinnam zacząć pisać :P

No ale codzienne podróże autobusami, to wręcz moje drugie życie, ale nie tylko moje, bo moje pociechy jeżdżą razem ze mną. Przez te kilka lat następowały przeróżne warianty naszego podróżowania:

1. ja  z Gościem
2. ja z Jagódką w ogroooomnym brzuchu :P
3. ja z Gościem i Jagódką nadal w ogromnym brzuchu!!!!!
4. ja z Gościem i Jagódką na szczęście już w wózku :)

Kto kiedykolwiek miał przyjemność widzieć matkę z wózkiem  i drugim dziecięciem rzucanym po autobusie na zakrętach, ten wie o czym dziś będzie :P

1. Patrząc z perspektywy czasu podróże z samym Gościem były czystą przyjemnością...spokojnie sobie jechaliśmy (przeważnie na stojąco, bo 3-letnie dziecko jest już chyba uważane przez społeczeństwo za dziecko duże i mogące spokojnie podczas podróży stać :P). Nie było to dla mnie tragedią, bo nauczona jestem, że trzeba starszym ustępować miejsce, to zaczęłam tego mojego 3-letniego syna uczyć, że stoimy, żeby Pan/Pani mogli siedzieć, bo są starsi......

Owszem zdarzało nam się siedzieć, wiadomo różnie bywa...Nauczyłam się jednak jednej najważniejszej rzeczy: nigdy nie siadaj na miejscu dla osoby niepełnosprawnej! To nieważne, że twoje dziecko też jest niepełnosprawne, nie wolno ci i już! Niestety ja z Gościem popełniliśmy kiedyś ten błąd...tak, starszy pan chodzący z laską zaczął na nas krzyczeć, że zajęliśmy miejsce dla inwalidów (zrozumiałam, że mówił o sobie) Tłumaczenie, że Gościu ma prawo tam siedzieć na nic się zdały, moje spokojne tłumaczenia, że Gościu jest niepełnosprawny na przyniosły żadnych rezultatów.......aha dodam, że zaraz za nami zwolniło się miejsce i pan sobie usiadł, ale to go chyba nie zadowoliło, bo okazało się, że pan wysiadał na tym samym przystanku co my, szedł obok i cały czas na nas krzyczał......

2. Z Jagódką w brzuchu podróżowało się całkiem fajnie, zwłaszcza, gdy jakaś miła osoba widząc że toczę się po autobusie jak kulka, ustępowała mi miejsca :)

3. Jazda z Gościem i malutką w brzuchu była już trochę mniej wygodna, nie powiem czasami ktoś mi zrobił miejsce, ale w większości przypadków mój ogromny brzuch był niezauważany (jak można go było nie zobaczyć!!!??). Ale chyba najbardziej fascynującym zjawiskiem była starsza pani, która widząc moje brzuszysko i Krzycha z boku uśmiechnęła się i powiedziała, że zrobiłaby mi miejsce, ale "dziś ją słabi", bo "tak jakoś duszno" :P Tak kochani "słabiło" ją.....mnie tam nie "słabiło", ja to lubię tak z brzuchem, w kurtce, ściśnięta pomiędzy studentami, z Gościem obijającym się o mój brzuch...ja po prostu lubię jazdę ekstremalną :P

4. Teraz sobie jeździmy grupowo, tak jakoś raźniej nam, wiadomo w kupie siła :P Gościu już sobie świetnie radzi (już nie rzuca nim po całym autobusie :P), Jagódka sobie przeważnie spokojnie siedzi, czasami tylko krzyczy, zdejmuje buty i próbuje uciekać....Fajnie tak razem, no i już nie musimy oczekiwać, że ktoś nam zrobi miejsce, bo przecież Gościu już za duży, żeby siedzieć, a ja nie mam ogromnego brzucha (chwała niebiosom za to!), no a Jagódka ma swój wózek...tak, tak jakoś spokojnie, tylko teraz to trochę przeszkadzamy....dużo miejsca zajmujemy i jeszcze chcemy stać tam, gdzie jest miejsca dla osoby z wózkiem! O my bezczelni! I jeszcze byśmy chcieli, żeby pan/pani kierowca stawali blisko krawężnika, żebyśmy mogli spokojnie wózkiem wjechać! Tak, wiem za dużo wymagamy...chyba musimy obniżyć nasze wymagania, zrezygnować z takich przyjemności jak wjeżdżanie wózkiem do autobusu, przecież mogę go wnosić...przecież mogę się nauczyć nikomu nie przeszkadzać, nikogo nie drażnić...mogłabym spróbować stać się niewidzialna...ale i tak pewnie by to komuś przeszkadzało:P







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz